Trzy książki do czytania w pociągu ze Świnoujścia do Przemyśla, na leżaku, w kolejce do odprawy i innych letnich okolicznościach przyrody. Łączy je jedno: kobiety wymierzają sprawiedliwość!

Kiedyś słyszałam anegdotę o kobiecie, która pod nieobecność swego ex-męża wyhodowała trawnik na jego drogocennym perskim kobiercu. Jednak trawa w dywanie to miss niewinności w porównaniu z piętrowymi intrygami, które swoim oblubieńcom serwują literackie mścicielki z thillerów psychologicznyych à la domestic noir, o których więcej za moment. Panowie – nie zadzierajcie z dziewczynami! Zresztą, jak za chwilę się okaże, panie też niech mają się na baczności.


W tym wpisie polecam do czytania:

 Co kryją jej oczy Sarah Pinborough, tłum. Maciejka Mazan, Prószyński S-ka, Warszawa 2017
 Idealna Magda Stachula, Znak Literanova, Kraków 2016
 Zaginiona dziewczyna Gillian Flynn, tłum. Magdalena Koziej, G+J Książki, Warszawa 2013


Co kryją jej oczy Sarah Pinborough

Ktoś mógłby, słusznie zresztą, wytknąć, że zaczynam od średnio udanego czytadła. Fakt, „Co kryją jej oczy” Sarah Pinborough (Prószyński i S-ka) byłoby w ogóle wzmianki niewarte, gdyby nie finał, którego zakład, że nie odgadniesz. A dobry twist to coś, co szczególnie sobie cenię. Nie tylko w literaturze.

„Co kryją jej oczy” to historia zapętlonego trójkąta małżeńskiego. Mąż – wzięty psychiatra – trzyma pod kluczem pokręconą żonę i na boku romansuje z sekretarką (brzmi trochę jak pan Rochester & spółka z „Dziwnych losów Jane Eyer”). Banał – powiecie. Nie do końca, bo żona zaprzyjaźnia się z tą trzecią i bynajmniej nie będzie to znajomość z gatunku tych szczerych i bezinteresownych.

Pomysł na książkę Sarah Pinborough miała naprawdę niezły, gorzej poszło z wykonaniem. I tak, wiem, że po literaturze wagonowej wiele nie należy oczekiwać, ale z drugiej strony „Co kryją jej oczy” czytałoby się lepiej, gdyby konstrukcja postaci i dialogi nie były na poziomie „Cosmopolitana”. Bohaterowie płascy są jak deski, zero-jedynkowi, na co skłonna byłabym przymknąć oko, gdyby nie koszmarny – zupełnie nieliteracki – język.

Kompletnie zawaliłam dietę, ale przez ten cały stres, który przeszłam, pod nieobecność mojego syneczka, moja oponka stopniała.

Nie, to nie jest fragment listu czytelniczki do redakcji „Claudii” ani wyimek z podrzędnego blogaska parentingowego. To „Co kryją jej oczy”. I pewnie książkę Sarah Pinborough posadziłabym w oślej ławce razem z „Dziewczyną z pociągu” (o której swego czasu pisałam dla Portalu Kryminalnego), gdyby nie zakończenie, które… zresztą przeczytajcie sami.

Idealna Magda Stachula

Polacy nie gęsi, też swój domestic noir mają. To „Idealna” debiutującej w roli pisarki Magdy Stachuli (Znak Literanova). I ta powieść (znów) nie grzeszy wyrafinowanym językiem i ujmującym stylem, ale ma za to kilka niezłych twistów, a i czyta się ją szybko i gładko. Stachula zadbała o miłe dla oka krótkie rozdziały, dynamiczną akcję i zdrową dawkę suspensu. No i była pierwsza. Takiej powieści przed „Idealną” jeszcze w Polsce nikt nie napisał.

Rzecz znów rozgrywa się w małżeńskim trójkącie. Ona jest nieszczęśliwa, bo nie może zajść w ciążę, jego – okazja uczyni wiarołomnym, ale to ta trzecia będzie w „Idealnej” pociągać za sznurki, metodycznie realizując swój niecny plan. Jednak od zemsty sensu stricto w książce Magdy Stachuli ciekawsze są relacje między postaciami. Ach i jest jeszcze zaskakujący bonus: mazací tramvaj. Bo kto przed „Idealną” słyszał o tramwaju, który jeździ w kółko po Pradze smarując szyny? I że ten mazací tramvaj na dachu ma kamerę, a obraz z niej można oglądać online – tak jak Anita – o tu?

Zaginiona dziewczyna Gillian Flynn

Wreszcie na koniec zostawiłam sobie powieść, od której cała ta zabawa w domestic noir się zaczęła. „Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn – bo to o niej mowa – to dla mnie wzorzec z Sèvres thrillera psychologicznego i głęboko ubolewam, że Flynn nic nowego od tego czasu nie napisała.

Zaczyna się banalnie: w piątą rocznicę ślubu znika Amy – idealna żona nieidealnego Nicka. I ten nieidealny Nick z miejsca staje się głównym podejrzanym. Owszem, ma to i owo za uszami, ale żeby od razu pozbywać się żony?

Jeśli ktoś jeszcze jakimś tajemniczym trafem uchował się i nie czytał, to powinien rozważyć nadrobienie tego braku. „Zaginiona dziewczyna” ma jedną zasadniczą wadę, która poniekąd jest zaletą – jest gruba. Zeżre trochę miejsca w bagażu, ale warto ją dopchnąć, choćby i kolanem, bo to diablo wciągający page-turner i warsztatowy majstersztyk.  Zazdroszczę wszystkim tym, którzy jeszcze nie znają historii Amy i Nicka! Serio!

Ach i jeszcze dla porządku dodam, że kongenialną ekranizację „Zaginionej dziewczyny” wyreżyserował David Fincher. Również do koniecznego obejrzenia!


Wpisem o tym jak piękna może być kobieca zemsta (w literaturze, rzecz jasna) otwieram cykl – ściągę z czytania 3 książki, które…W roli głównej wystąpią tematyczne zestawy książek, a w nich same bezbłędne tytuły. Zatem stay tuned!


Znacie? Lubicie? Czytacie? Podzielcie się tytułami swoich faworytów!

Komentarze Facebooka