Gotówka czy karta? Jak nie stracić fortuny na przewalutowaniu? Internet w Japonii? Co lepiej zabrać z Polski, a co dokupić już na miejscu? Skąd czerpać pomysły na zwiedzanie? To wszystko i parę innych kwestii rozstrzygnie się w tym wpisie!

Gotowi? No to zapinamy pasy i odpalamy wrotki. Przed wami druga część cyklu „Jak zorganizować wyjazd do Japonii – studium przypadku na własnym przykładzie”. Poprzednią część (termin, przelot i noclegi) przeczytasz TUTAJ. A więcej wpisów o Japonii TUTAJ.

Pieniądze w Japonii – gotówka czy karta?

Bez gotówki w Japonii ani rusz. Wieść gminna niesie, że europejskie karty płatnicze są rzadko akceptowane. Nie wiem na ile jest to prawda, bo nie mieliśmy ani razu problemu z płaceniem kartą MasterCard. Tyle że w ciągu niemal trzytygodniowego pobytu w Japonii karta była w użyciu raptem kilka razy. Poza tym płaciliśmy wyłącznie gotówką.

Gotówką, którą częściowo przywieźliśmy z Polski i o którą wcale łatwo nie było. Nie pomnę ile zaliczyliśmy kantorów w Krakowie, aby w końcu kupić jeny za zbójeckie 0,0375 zł. (w czasie gdy średni kurs NBP to 0,0324) w kantorze na Sławkowskiej 18.

Poza tym można stracić majątek na przewalutowaniach. Używanie złotówkowych kart płatniczych to naprawdę ostateczność. Serio. Raz nieopatrznie zapłaciliśmy za coś kartą złotówkową i miny nam zrzedły, gdy okazało się, że bank przeliczył jednego jena po 0,045 złotego (przypominam, średni kurs NBP to 0,0324). Potem używaliśmy już tylko dolarowej karty płatniczej MasterCard. I to fatycznie się opłaciło.

Dom towarowy Laforet w Harajuku w Japonii

Dom towarowy Laforet w Harajuku

Konto walutowe – jak to działa?

Uprzedzając ewentualne pytania – dolarowa karta płatnicza jest wydawana do konta walutowego. W Alior Bank (z którego korzystamy) jest ono bezpłatne, podobnie jak korzystanie z karty (pod warunkiem, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy dokonasz dowolnej operacji z jej użyciem). Konto walutowe działa na zasadzie prepaid, a dolary kupuje się online. Można więc w każdej chwili zasilić konto złotówkami i za nie kupić potrzebną ilość $, a cała operacja nie potrwa dłużej niż minutę. Wypłata z bankomatu jest bezpłatna, ale tylko raz w miesiącu (no nie ma ideałów, niestety), ale do płatności elektronicznych w sklepach i online (np. na AliExpress) karty można używać bez ograniczeń.

Wracając jednak do meritum, dzięki karcie dolarowej sporo zaoszczędziliśmy w Japonii, bo przelicznik dolar-jen jest bardzo korzystny. W naszym przypadku było to 0,033 za jednego jena. Karta dolarowa przyda się również w innych krajach, których waluty nie są bezpośrednio przeliczane na złotówki (czyli w zasadzie wszędzie, gdzie walutą nie jest euro lub dolar amerykański i być może funt, ale co do tego ostatniego pewności nie mam). I last but not least bezpieczeństwo: to karta prepaid, nie powiązana z głównym rachunkiem bankowym, więc skimmerzy nawet jeśli zeskanują kartę, to na niewiele im się to zda.

To co z tymi bankomatami?

Zgodnie z radą z internetów użyliśmy ten jeden raz bankomatu sieci ATM. Bez marudzenia przyjął naszą europejską kartę. Bankomaty ATM można znaleźć na poczcie i w niektórych konbini (na pewno 7eleven, ale widzieliśmy ATM-a też w Family Marcie).

Na marginesie dodam, że banknoty są w Japonii traktowane z niebywałym szacunkiem i nie mam pojęcia jakiej technologii używa się do ich produkcji, ale zawsze wyglądały jakby przed momentem wyjechały z drukarni. Nie widziałam ani jednego wymiędlonego, podartego i pogryzmolonego banknotu przez cały pobyt.

Przydasie – wtyczki

W Japonii gniazdka są identyczne jak w USA, więc aby móc cokolwiek podłączyć trzeba zaopatrzyć się w stosowną przejściówkę. Najlepiej taką najprostszą, bez bolca (nie widziałam ani jednego gniazdka z uziemieniem). Można też to zrobić już na miejscu (np. w sklepie typu „wszystko po ¥100”) o ile będziesz w stanie to ogarnąć po wielogodzinnym locie i wszystkich lotniskowych formalnościach. Ja bym nie była, toteż przejściówki wieźliśmy z Polski.

Dom towarowy Laforet w Harajuku w Japonii

Dom towarowy Laforet w Harajuku

Internet – wypożyczać router czy nie? Oto jest pytanie

Wspominałam już, że za pośrednictwem japońskiego biura podróży H.I.S. POLAND wypożyczyliśmy przenośny router WiFi. Działa to tak, że w Polsce opłaca się z góry wynajem na określoną ilość dni, a kieszonkowy router odbiera na lotnisku i dokładnie w tym samym miejscu zwraca się go przed odlotem. Koszt to 29 złotych za dzień. Teoretycznie limit to 7GB, ale w praktyce internet był nielimitowany. Bateria wystarczała na ok. 8 godzin (więc dla świętego spokoju kupiliśmy power bank w kształcie kociego łebka, potem okazało się, że to kot z anime).

Router przydał się nie raz i choć darmowe WiFi w Tokio nie jest jakimś rzadko występującym dobrem, to poza Tokio bywało różnie. Router był naszym wiernym pomocnikiem przez cały pobyt. Przydawał się na przykład gdy trzeba było sprawdzić dojazd (Mapy google podają nie tylko kombinacje połączeń, rozkłady jazdy, ale i ceny biletów), albo upewnić się, że to co kupujemy jest faktycznie tym, czym powinno (tu w sukurs przychodził Tłumacz google, który „na żywo” tłumaczył nazwy produktów, wystarczyło z poziomu aplikacji zeskanować aparatem interesujące nas słowo i usłużny gugiel resztę robił za nas, przy czym dużo lepiej szło mu tłumaczenie z japońskiego na angielski niż polski).

Przemyśl zawartość walizki

Bo nawet jeśli czegoś ci zabraknie, to na miejscu można bez problemu kupić niemal wszystko. Na pewno nie warto wieźć ze sobą parasola, bo kupisz go na miejscu w pierwszym lepszym sklepie „wszystko po ¥100” (a w zasadzie po ¥108, bo w Japonii najczęściej podane ceny są netto i trzeba do nich jeszcze dodać 8% VAT). ¥108 to mniej więcej 4 złote. Za tyle samo można kupić też plastikową pelerynę typu pielgrzym, która co prawda urody nikomu nie doda, ale za to waży tyle co nic i zajmuje mało miejsca, więc gdy lunie (a w Japonii jak pada, to na fest) będzie pod ręką.

Nie warto też pakować tony ciuchów – lepiej zrobić pranie na miejscu, a wolne miejsce w walizce przeznaczyć na suweniry. My wyliczyliśmy ubrania tak, aby wizyta w pralni wypadła mniej więcej w połowie pobytu (cała operacja kosztowała nas ok. ¥500), ale i tak część z ciuchów nie wyszła z walizki. A część zakończyła swój żywot w śmietniku, bo w Japonii są znakomite sklepy odzieżowe. I to jest coś, co powinno wylądować we wpisie o największych zaskoczeniach Japonii (CZYTAJ TU). Przed wyjazdem do Japonii byłam przekonana, że mój tyłek (jakże słusznych rozmiarów) będzie poza skalą japońskiej rozmiarów. Błąd.

Sklep w japonii

Takich ciuchów nie kupisz w Polsce

Już drugiego dnia moje serce mocniej zabiło dla Uniqlo. To chyba najpopularniejsza japońska marka, a słynie z porządnych, klasycznych ciuchów z dobrym składem i w niewygórowanych cenach. Gdzieś przeczytałam, że tylko wyznawcy są w stanie odróżnić poszczególne kolekcje Uniqlo i że absolutnym hitem są ich ultralekkie kurtki puchowe i termobielizna, ale mnie kupili fasonami, których na próżno szukać w europejskich sieciówkach (idealnej długości sukienki z wbudowanym stanikiem!), prostotą i starannym wykończeniem ubrań. No i cenami, które są porównywalne z H&M czy Zarą.

A potem jeszcze odkryliśmy GU, czyli japońską odpowiedź na Primark. Ciuchy w GU są co najmniej o 1/4 tańsze niż w Uniqlo, nie mają też aż tak dobrych składów i jakości wykończenia. Ale to, co oferuje GU jest i tak lepiej uszyte niż w rzeczonym Primarku, a ceny są bardzo zbliżone. Uniqlo i GU należą do tego samego koncernu odzieżowego i tylko płacz i zgrzytanie zębami, że żadna z tych marek nie sprzedaje w Polsce.

Zwiedzaj nietuzinkowo

Papierowy przewodnik Baedeker o mały włos nie skończył w koszu na lotnisku. Nie wiem dlaczego go ocaliłam (a mało to on nie waży, o nie). W konfrontacji z rzeczywistością okazał się zupełnie nieprzydatny. Przynajmniej dla nas.

Bo gdybyśmy chcieli zwiedzać Japonię tropem wyłącznie historii, świątyń i dziedzictwa, to równie dobrze moglibyśmy wykupić wczasy w biurze podróży. Nas interesowały inne klimaty i choć – wiadomo – oczywistości też zaliczyliśmy, to jednak po Tokio i Japonii chadzaliśmy własnymi ścieżkami, a inspiracji po temu dostarczyły nam (j. angielski):

Takeshita, czyli główna ulica Harajuku w Japonii

Takeshita, czyli główna ulica tokijskiej dzielnicy Harajuku

  • TimeOut Tokyo  – nie bez kozery mają w tytule The best things to do in Tokyo. Ta strona to niewyczerpane źródło inspiracji z gatunku „co robić”, „co jeść” i „gdzie pójść” plus tony praktycznych wskazówek dla turystów: jak zachować się w łaźni publicznej, jak przetrwać porę deszczową, jak wynająć auto, czy wreszcie gdzie w Tokio zrobić sobie najlepsze selfie a gdzie za darmo naładować telefon. Czytaj TUTAJ
  • Tokyo Cheapo – kopalnia pomysłów jak po kosztach albo nawet za free spędzić czas w Tokyo: od rozrywek, przez transport i hotele, po knajpy, muzea, trasy spacerowe, jednodniowe wypady za miasto, festiwale i inne prawie lub całkiem darmowe atrakcje. Czytaj TUTAJ
  • NHK World – anglojęzyczny kanał japońskiej państwowej telewizji NHK ma w programie kilka świetnych audycji krajoznawczych. Na przykład Seasoning the Seasons albo Journeys in Japan – program, w którym przybysze z zagranicy odkrywają nietypowe miejsca w Japonii, często spoza turystycznych szlaków i przy okazji degustują lokalne specjały (czego szczerze im zazdroszczę). Strona www TUTAJ

W kolejnym odcinku wszystko co chcielibyście wiedzieć o transporcie w Japonii, ale boicie się zapytać (JR Pass, SUICA, Tokyo Metro Pass). Stay tuned!


Jeszcze więcej Japonii na blogu


PS Rozwiewając ewentualne wątpliwości: ten wpis (podobnie jak wszystkie pozostałe na temat Japonii) nie jest sponsorowany, a wszystko o czym piszę wypróbowałam osobiście i za własną kasę.

Komentarze Facebooka