Ciocia Zosia radzi na czym zaoszczędzić parę jenów i co robić, aby pobyt w Japonii nie spustoszył portfela do cna. Mam na to kilka sposobów. Wszystkie sprawdzone na własnej skórze.

Cudów nie ma. Japonia nie jest tanim krajem. Ale dobra wiadomość jest taka, że to co horrendalnie drogie zwykle ma tańszą alternatywę, a bacznie rozglądając się dookoła i korzystając z nadarzających się okazji można co nieco uszczknąć na cenach transportu, jedzenia, zakupów i pamiątek. I zwiedzaniu też. Wiadomo, ziarnko do ziarnka.

W tym wpisie nie piszę o rzeczach (być może) oczywistych. Że najdroższy jest przelot (więc warto śledzić promocje na stronach typu Fly4Free lub Mleczne Podróże), że noclegi też do tanich nie należą i chcąc tu trochę zaoszczędzić można spróbować szukać kwater przez CouchSurfing lub Airbnb, a ceny hoteli sprawdzać w różnych serwisach (przy okazji łap 50 złotych do wykorzystania na dowolny nocleg na booking.com). A słynne hotele kapsułkowe są atrakcyjne cenowo tylko, gdy podróżuje się w pojedynkę.

Nie, o tym wszystkim pisać nie będę. Będzie o trikach do wykorzystania już na miejscu, w Japonii. O niektóre (otwarty bilet JR Pass i konto walutowe) trzeba się jednak zatroszczyć jeszcze w Polsce.

Bilety łączone, czyli Pass na każdą okazję

O zaletach i wadach (a konkretnie jednej wadzie – cenie) Japan Rail Pass pisałam obszernie w tym wpisie. W tym samym wpisie wyjaśniam też kiedy zakup Japan Rail Pass się opłaca, a kiedy lepiej go sobie darować. W skrócie: nie warto jeśli cały pobyt spędzasz w jednym miejscu. Rozważ jeśli chcesz się przemieszczać po wyspie. Bo bilety kolejowe w Japonii (nie tylko na shinkanseny) są niebotycznie drogie. Ale na Japan Rail Pass świat się nie kończy, a japońskie koleje państwowe mają do zaoferowanie sporo innych – tańszych – Passów. JR Tokyo Wide Pass, JR East Tohoku Area Pass, JR East South Hokkaido Pass to tylko kilka znanych mi ze słyszenia.

japonia tanio tax free

The Osaka Kaiyu Ticket i Snow Monkey 1-Day Pass. W środku tego drugiego są wszystkie niezbędne informacje oraz trochę ciekawostek o okolicy Nagano (z której pochodzi m.in. Hokusai)

Ale trzeba też być świadomym, że kupno Japan Rail Pass nie upoważnia do jazdy każdym pociągiem, a prywatne linie kolejowe w Japonii to norma. Jedną z nich wypróbowaliśmy w drodze do Jigokudani Snow Monkey Park, w stronę którego JR w ogóle nie kursuje. Z kilku opcji dojazdu wybraliśmy połączenie kolejką linii Nagano Dentetsu (polecam łapać miejsca na samym przodzie, widoki i wrażenia niezapomniane!). W kasie na dworcu kupiliśmy bilet łączony na przejazd w obie strony plus wstęp do parku Snow Monkey 1-Day Pass za ¥3200. Kupując wszystkie bilety osobno zapłacilibyśmy ok. ¥300 więcej (za osobę). I przy okazji oszczędziliśmy sobie sporo zawracania głowy.

Podobną sztuczkę zrobiliśmy w Osace kupując The Osaka Kaiyu Ticket. Bilet (do kupienia w punktach informacji metra) upoważnia do wstępu do hiperwypasionego akwarium Osaka Aquarium Kaiyukan (co i tak kosztuje ¥2300 od łba) plus nielimitowane przejazdy komunikacją miejską plus zniżki do innych atrakcji w Osace (nie korzystaliśmy, bo całkowicie pochłonęło nas żarcie na Dōtonbori). Koszt ¥2,550.

tax free tokio japonia

Gotowe zestawy obiadowe w delikatesach pod dworcem tokijskim. Wieczorem i na nich pojawią się żółte nalepki

Bierz ulotki

Ulotki same pchają mi się do rąk. Zwykle niewiele z tego wynika. Ale „zwykle” nie ma zastosowania w Japonii. Dlatego namawiam do odwiedzin informacji turystycznych i rozglądania się po hotelach.

O Snow Monkey 1-Day Pass dowiedziałam się z folderu wyłowionego w dworcowej informacji turystycznej w Nagano. Na stronie Jigokudani Monkey Park nie ma o nim wzmianki (albo dobrze ją ukryli).

Po okazaniu ulotki (znalezionej w recepcji naszego wstrętnego hotelu w Kioto) w AEON Mall Kyoto  dostałam papierowy lampion. Miły drobiazg nadal cieszy oko, patrzę na niego pisząc te słowa.

Wreszcie prawdziwym hitem okazały się ulotki, które złowiłam w lobby hotelu w Tokio (Haerton Higashi Shinagawa). Upoważniały do 5% rabatu na dowolne zakupy (prócz używek) w pobliskim domu towarowym AEON. Mało tego rabat był wielokrotnego użytku! A AEON był doskonale zaopatrzony. Nie tylko w jedzenie.

Ameyoko tax free street food japonia

Street food po tokijsku. Bar szybkiej obsługi na targu Ameyoko

I jeszcze raz bierz ulotki

Nie gardź też tym, co będą ci wręczać na ulicy. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale w Japonii nigdy nie dostaniesz po prostu ulotki. Tam wręcza się pakiety broszurka plus coś przydatnego. Nam nagminnie trafiały się chusteczki do nosa (w Japonii drogie niewspółmiernie do jakości), a raz złowiliśmy śliczne teczki na dokumenty i ciasteczka.

W spożywczym poluj na żółte nalepki

Japończycy mają fiksa na punkcie świeżości dań, toteż od godziny 20 w górę zaczyna się wielka przecena: o 20%, 30% lub nawet połowę ceny. Wyprzedawane są gotowe dania, zestawy sushi, onigiri, owoce i małe przekąski. Łatwo je poznać, bo mają żółte nalepki.

Za niewielki pieniądz można obłowić się po kokardy świetnym jedzeniem (w sklepie można podgrzać). Tutaj polecam zwłaszcza przeceny w AEON. Ten koło naszego tokijskiego hotelu był częścią kompleksu biurowców Shinagawa Seaside. Obiadowe sety dla białych kołnierzyków zajmowały w nim sporo miejsca, więc wieczorami było w czym wybierać. A gotowe zestawy sushi nawet po przecenie smakują o niebo lepiej niż gotowce, a czasem i świeże w Polsce.

Konbini kawa tax free japonia

Kawa się robi. Możesz wybrać czy chcesz na gorąco czy zimno. Cena ta sama

Kawa? Tylko z konbini

W kraju, w którym filiżanka kawy w kawiarni będzie kosztować tyle co obiad (nie żartuję) na kawę chodzi się do konbini, czyli wielobranżowych sklepików w typie naszej Żabki, ale na wypasie. Pisałam o nich sporo tutaj. Konbini (sieci 7eleven, Family Mart, Lawson, Sunkus, Circle K) są niemal na każdym kroku, zaopatrzone nie tylko w jedzenie, ale i intrygujące napoje oraz niezłą kawę za ¥100 (czyli ok. 4 złotych) średnia lub ¥150 większa. I jeszcze onigiri, czyli trójkątne kanapki ryżowe (ok. ¥115-150). I rozpływający się w ustach sernik (ok. ¥120). Pycha!

W konbini znajdziesz też niejadalne pieczywo, drobne upominki, kosmetyki, różności pierwszej potrzeby, prasę (po japońsku). Wywołasz zdjęcia i kupisz znaczki pocztowe, a w niektórych także bilety wstępu, wybierzesz kasę z bankomatu i skorzystasz z darmowego (jak wszędzie w Japonii) WC. I najważniejsze – są czynne całą dobę. Oraz mają bezpłatne WiFi.

Konbini tax free japonia

Kawałek wnętrza konbini. To zadziwiające jak wiele rzeczy można zmieścić na małej powierzchni.

Sklepy po 100 jenów, czyli hyaku en shoppu

Nie mam pojęcia dlaczego ani razu nie wspomniałam o tych cudownych przybytkach z dobrem wszelakim. Nadrabiam to przeoczenie!

Japońskie ¥100 Shopy to sklepy, w których (seprajz, seprajz) wszystko kosztuje sto jenów (plus 8% VAT), czyli około 4 złotych. Hyaku en shoppu niewiele wspólnego mają z polskimi smutnymi sklepikami typu “wszystko po 5 złotych”. W asortymencie wszystko czego dusza zapragnie, co trochę przywodzi na myśl Flying Tiger, ale jednak więcej tu rzeczy praktycznych niż gadżetów i głupot. Jakość też nadspodziewanie dobra (zwłaszcza zważywszy na cenę).

W tych większych hyaku en shoppu (jak trzypiętrowy Daiso w Harajuku) można w pełni wyposażyć kuchnię i łazienkę, zaopatrzyć się w cudowne artykuły papiernicze (ach te notesiki, długopisy, nalepki), ceramikę, przekąski i napoje, gadżety ogrodowe i domowe, zabawki, kabelki i przejściówki, akcesoria rowerowe, parasole i peleryny, kosmetyki, pamiątki i multum innych dupereli. Ale i w tych mniejszych też jest w czym wybierać. Prócz Daiso (chyba najciekawszy asortyment) inne ¥100 shopy to Le Plus, Seria, Can Do, Meets oraz droższe 3Coins, ale ¥300 to nadal nie fortuna.

Moomin Bakery & Cafe tokio japonia muminki tax free tokio

Takie cuda serwują w Moomin Bakery & Cafe

Niby we wszystkich hyaku en shoppu z grubsza jest to samo, a jednak każda wizyta to była przygoda. Jaki skarb tym razem wyłowię w stosach barachła? Zdarzyło się też, że ¥100 shopy były ostatnią deska ratunku, gdy znienacka złapała nas ulewa (parasole) i gdy zmarzły mi stopy (skarpetki). Zupełnym zaskoczeniem zaś okazał się Lawson Store 100, czyli stujenowe spożywcze konbini przy stacji kolejki Higashi-Koganei, w którym w końcu kupiłam owoce w znośnych cenach.

Ale piszę o tym wszystkim przede wszystkim dlatego, że w ¥100 shopach można bez krzywdy dla portfela i ryzyka nadbagażu zaopatrzyć się w pamiątki i miłe dla oka duperele typu fikuśne pałeczki, wachlarze czy papierowe lampiony. Kuszący jest też wybór japońskiej ceramiki (choć ta akurat sporo waży). Natomiast ja akonto upominków dla bliskich przywiozłam m.in. naręcze bajecznie kolorowych ściereczek tenugui.

Płać kartą dolarową

Aby nie stracić fortuny na przewalutowaniach. Używanie złotówkowych kart płatniczych nazwałabym ostatecznością, bo transakcje są przeliczane podwójnie (jen-dolar-złotówka), a w efekcie jeden jen zamiast 0,032 wyniósł nas 0,045 złotego. Spora różnica, prawda? Dlatego karta złotówkowa miała wolne do końca pobytu w Japonii, a my płaciliśmy już tylko kartą dolarową. Przelicznik dolar-jen jest bardzo korzystny. W naszym przypadku było to 0,033 za jednego jena.

Karta dolarowa idzie w parze z kontem walutowym. My korzystamy akurat z Alior Banku, gdzie konto, karta i transakcje bezgotówkowe są darmowe, podobnie jak jedna wypłata z bankomatu miesięcznie. Za kolejne pobierana jest prowizja. Obsługa konta walutowego jest prosta jak 2×2, a dolary kupuje się online, co zajmuje chwilę. Jak to działa pisałam w tym wpisie (i nie, nikt mi za to nie zapłacił).

tax free japonia zakupy

Sprzedaż Tax Free na ulicznym straganie. Bo czemu nie.

Te tajemnicze zakupy Tax Free

A skoro jesteśmy przy zakupach, to w Japonii jako przybysz z zagranicy możesz kupować bez podatku, czyli korzystać z Tax Free. Kupować nie wszystko i nie wszędzie, i do tego za co najmniej ¥5000, czyli ok. 180 złotych. Co ciekawe, w Japonii zazwyczaj ceny NIE zawierają 8% VAT, który doliczany jest przy kasie. Więc jeśli łapiesz się na Tax Free, to cena z metki jest tą, którą zapłacisz.

Zakupy Tax Free (przynajmniej mi) kojarzyły się z elektroniką, ale w Japonii bez podatku można kupować prawie wszystko, również ubrania, żywność, kosmetyki. Większość dużych sklepów prowadzi sprzedaż Tax Free, mało tego to nie musi być jedna rzecz za ¥5000. My korzystając z programu obkupiliśmy się nieprzytomnie w ciuchy w Uniqlo i GU (więcej o tych markach pisałam tu).

Jak to działa? Czasem jest to wydzielona kasa Tax Free, innym razem płaci się pełną kwotę, a podatek zwracają w punkcie obsługi klienta. I najważniejsze – koniecznie miej przy sobie paszport. Kasjer wklei do niego kwit, który przed odlotem z Japonii oddaje się celnikowi. A i zasada jest taka, że produktów kupionych na Tax Free nie używa się w Japonii. Sprzedawca zaklei opakowanie i w takiej formie powinny opuścić Japonię. Przynajmniej tyle mówi teoria. Nasze wory ciuchów kupione bez podatku leciały w bagażu nadanym. Nie pokazuje się ich celnikowi odbierającemu kwitek.

tax free akihabara maid cafe japonia

Akihabara to dzielnica dla panów. To tu znajdziesz wielopiętrowe sklepy z zabawkami dla dorosłych oraz Maid Cafe

Tanie zwiedzanie – (prawie) darmowe atrakcje w Tokio

Wreszcie na koniec (bo ten wpis już i tak ma 3 kilometry) w prostych żołnierskich słowach lista darmowych lub prawie darmowych tokijskich atrakcji.

  • Taras widokowy na 45. piętrze Tokyo Metropolitan Government Building w Shinjuku. Przy dobrej pogodzie widać nawet górę Fudżi (ja widziałam!).
  • Wschodnie Ogrody przy Pałacu Cesarskim w Chiyoda (moim zdaniem przereklamowane).
  • Muzeum Animacji w Suginami (w poniedziałki zamknięte).
  • Kyu Asakura House, czyli prawie stuletnia rezydencja państwa Asakura w Shibuyi (wstęp ¥100, zamknięte w poniedziałki).
  • Kappabashi-dori między Ueno a Asakusą. Ta ulica zaopatruje japońskie restauracje we wszystko prócz jedzenia (prawdziwego, bo plastikowe kopie potraw kupisz właśnie tam). Ponoć to jedyne takie miejsce na świecie.
  • Kompleks świątyń Sensōji w Asakusie (najlepiej po zmroku!).
  • Spacer po Harajuku, czyli dzielnicy cosplayu (nie bez kozery w Dziewczynach HBO porównanej do waginy Katy Perry).
  • Ale spacer po dzielnicy otaku Akihabarze też będzie interesującym przeżyciem.
  • Gdy już będziesz na Akihabarze koniecznie zajrzyj do M’s Pop Life – ośmiopiętrowego sklepu z zabawkami tylko dla dorosłych.
  • A jeśli chcesz poczuć klimat jak z Łowcy Androidów aka Blade Runner, to po zmroku zapuść się w okolice Kabukichō w Shinjuku. Lub idź na Ameyoko, czyli targ pod torami w Ueno.

To miejsca, w których byłam, ale miejscówek i pomysłów na (prawie) darmowe zwiedza w Tokio jest znacznie więcej. Muzeum Pasożytów w Meguro, Muzeum Latawców, showroom producenta washletów Toto… Długo by tak można. Zainteresowanych tematem odsyłam do listy 101 Cheap and Free Things To Do in Tokyo na blogu Tokyo Cheapo.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: To nie pierwszy wpis z cyklu Jak zorganizować wyjazd do Japonii?
Pozostałe znajdziesz tutaj


 

Komentarze Facebooka