Zamek jak beza z kremem, park pełen niespodzianek, kawałek Tyrolu na Dolnym Śląsku i finał w opuszczonej kopalni uranu. Tak, sierpniowy weekend tylko uzmysłowił mi ile wspaniałości kryje Kotlina Jeleniogórska. A lista powodów by zaglądać tam częściej, zamiast się skracać, wciąż się wydłuża.

Plan na niedzielę był następujący: w Mysłakowicach poszukać domów tyrolskich, przejechać się drezyną w Kowarach, zwiedzić nieczynną kopalnię uranu i stamtąd już prosto do domu. Plan rozlazł się jak sparciała gumka już w chwili zjazdu z Miedzianki do Janowic Wielkich. Zamiast w prawo i na most pojechaliśmy wzdłuż rzeki Bóbr w stronę Trzcińska.

Dygresja. Prowincjonalny Dolny Śląsk jest nieprzyzwoicie urodziwy! W Kotlinie Jeleniogórskiej (a Rudawach Janowickich w szczególności) wystarczy zboczyć z głównego traktu, aby po chwili wylądować w jakimś malowniczym miejscu. Mnie to tym bardziej porusza, bo na co dzień mieszkam w Małopolsce, która jest – co tu dużo mówić  – z zupełnie innej bajki. A w Kotlinie Jeleniogórskiej na wyciągnięcie ręki jest wszystko to, czego najbardziej brakuje w moim otoczeniu: zieleń w ilościach hurtowych, cisza, przestrzeń i masa niebanalnej przedwojennej architektury. Że często zaniedbanej, to już inna sprawa.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: Weekend w Kotlinie Jeleniogórskiej |
„Miedzianka” w Miedziance


I naprawdę trudno skupić się na czymkolwiek, gdy wkoło wspaniałości ciągnące się aż po horyzont. Jedną z tych zachwycających dróg będzie wspomniana trasa wzdłuż Bobru z Janowic Wielkich do Trzcińska, ale potem zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo po drodze do Mysłakowic były Karpniki. A w Karpnikach zamek. Nie było rady. Zatrzymujemy się.

Zamek w Karpnikach Kotlina Jeleniogórska

Zamek w Karpnikach. Od strony fosy wygląda dość niepozornie.

Zamek w Karpnikach

Historia zamku w Karpnikach jest długa i zawiła, ale ważne w niej jest to, że na początku XIX wieku przeszedł w ręce brata króla pruskiego księcia Wilhelma von Hohenzollern. Tak, tego samego, który u podnóża Gór Sokolich kazał postawić uroczy drewniany domek myśliwski, czyli dzisiejszą Szwajcarkę (pisałam o niej TUTAJ). Podczas II wojny światowej w zamku przechowywano zrabowane dzieła sztuki, a po wojnie urządzono w nim m.in. Dom Pomocy Społecznej dla dzieci. A potem było już tylko gorzej. Dopiero przed paroma laty zamek Karpniki wykupił prywatny inwestor i ruinę zamienił w takie oto romantyczne cacuszko.

Cacuszka nie można zwiedzać. Można natomiast w Karpnikach przenocować. Koszt niemały, ale szanowni państwo renowacja zamku niechybnie pochłonęła budżet małego państwa, zresztą zobaczcie efekty. Jest też restauracja, ale w niedzielne przedpołudnie była zamknięta. Natomiast niewielki park był otwarty. Po krótkim spacerze wokół fosy ruszamy dalej.

Bukowiec Kotlina Jeleniogórska

Widok z pawilonu herbacianego. W chmurach chowa się Śnieżka

Park w Bukowcu

Ale znów nie dojeżdżamy do Mysłakowic. Po drodze, ni z gruszki ni z pietruszki, pojawia się kawiarnia, a że kawy obojgu nam bardzo było trzeba, natychmiast parkujemy pod Artystyczną Stodołą. Jesteśmy w Bukowcu. Po jednej stronie straszą wybebeszone resztki folwarku (niby odbudowywane ze środków Ministerstwa Kultury), po drugiej oko cieszy rzeczona stodoła i ogródek kawiarni. W pobliżu powinien być też pałac, ale mnie bardziej interesuje słynny bukowiecki romantyczny park. Wcale nie planowałam, że się tu zjawię, ale skoro już jestem nie mogę po prostu siedzieć i spokojnie pić kawę.

W pół godziny wiele zobaczyć nie sposób, bo park w Bukowcu jest ogromny i pełen niespodzianek. Nie doszłam do wieży widokowej, nie znalazłam ruin opactwa i stawu zwanego Kąpielnik. Czasu wystarczyło tylko na pawilon herbaciany (prezent na drugą rocznicę ślubu dla hrabiny von Reden) i domek ogrodnika Waltera. Ten drugi ma kapitalną bryłę. Chciałabym być ogrodnikiem w Bukowcu.

Bukowiec Kotlina Jeleniogórska

Domek ogrodnika Waltera. Prawda, że piękny?


ZOBACZ RÓWNIEŻ: Trasa dla niedzielnych piechurów przez Rudawy Janowickie | Janowice Wielkie – Zamek Bolczów – Sokolik – Trzcińsko


W końcu Mysłakowice i domy tyrolskie

Udaje się dojechać do Mysłakowic i namierzyć kilka dziewiętnastowiecznych domów tyrolskich. Osada Tyrolczyków w Kotlinie Jeleniogórskiej nie była dziełem przypadku, rzecz jasna. Kilkadziesiąt protestanckich rodzin ucieka przed prześladowaniami z doliny Ziller. Uchodźców przygarnia hrabina von Reden (ta od pawilonu herbacianego w Bukowcu), a król Pruski Fryderyk Wilhelm III oddaje im kawałek mysłakowickich włości. Osada Tyrolczyków liczyła ponad pięćdziesiąt domów. Większość nadal ma się nieźle (a jeden można nawet kupić). Szukajcie ich m.in. przy ul. Stawowej i Daszyńskiego.

Mysłakowice Kotlina Jeleniogórska

Dom tyrolski w Mysłakowicach

Pierwsze i ostatnie rozczarowanie

Po kolejnej atrakcji wiele sobie obiecywałam, więc tym większy był mój zawód, gdy okazało się, że przejażdżki kowarską drezyną ręczną zawieszono! I to ledwie przed tygodniem. Dworzec kolejowy Kowary robi przygnębiające wrażenie. Po drezynie ani śladu, miniskansen też wyparował. Został zabytkowy żuraw i dwa murale. Pociągi pasażerskie nie jeżdżą tędy od trzydziestu lat, ale o dziwo tory nadal tkwią na swoim miejscu. Podobno coś drgnęło w temacie przywróceniu tu ruchu kolejowego. Szkoda, że zdechło w temacie drezynowania. Prowadzona przez pasjonatów Stacja Kowary działała ledwie rok. Może znów uda się drezynę wprowadzić w ruch? Wróciłabym.

Stacja Kowary Kotlina Jeleniogórska

Opuszczony dworzec kolejowy w Kowarach. Kiedyś musiał być naprawdę ładny.

Na szczęście kolejny punkt programu okazał się daleko bardziej ekscytujący. Jedziemy do supertajnej i ultramrocznej kopalni uranu!

Kopalnia Podgórze trochę radioaktywna

W Kowarach można zwiedzać dwie sztolnie, ale tylko w jednej uran był faktycznie wydobywany. To Kopalnia Podgórze. W Liczyrzepie (czyli Sztolnie Kowary) uranu poszukiwano lecz bez efektu. Więc jasne, że wybieramy Kopalnię Podgórze. To ta położona wyżej. Naganiacze będą co prawda kierować na parking Liczyrzepy, ale my twardo przemy w górę. Auto zostawiamy na parkingu (darmowy) na końcu drogi. Jedno strome, ale krótkie podejście dzieli nas od celu.

Kopalnia Podgórze Kotlina Jeleniogórska

Kopalnia Podgórze. Już prawie na miejscu

Uran wydobywano na Dolnym Śląsku krótko acz intensywnie. Nie jest tajemnicą jak fedrowanie za żyłą skończyło się dla Miedzianki, ale i okolice Kowar zostały solidnie przekopane. A czy napromieniowane? Liczniki Geigera ponoć głupieją w opuszczonych Zakładach Przemysłowych R-1 (w drodze do Kopalni Podgórze mija się je po lewej stronie), ale eksploracja sztolni teoretycznie jest bezpieczna, a swego czasu była nawet uznawana za leczniczą. Kuracjusze z Cieplic do 1989 roku inhalowali się tu radonem.


NOCLEG w Kotlinie Jeleniogórskiej? Zarezerwuj pokój na booking.com za pośrednictwem tego linka www.booking.com/s/toja0p10, a każde z nas otrzyma po 50 złotych do wykorzystania. Ja się w każdym razie z tego powodu wcale nie obrażę.


Kopalnię Podgórze zwiedza się z przewodnikiem (pozdrawiam pana Emila) i górniczą latarką w garści. W sztolni nie będzie ani czysto, ani sucho, ani przyjemnie, za to ciemno, że oko wykol. I mrocznie – jak przystało na tajny przybytek. Temperatura pod ziemią jest tylko ciut wyższa niż w lodówce, więc nieodzowne są ciepłe ciuchy i porządne buty (i to najlepiej takie, których nie żal pobrudzić). Na eksplorację sztolni trzeba zarezerwować sobie co najmniej godzinę. Bilety po 17 złotych (są też ulgowe i pakiety rodzinne, tutaj cennik) kupuje się na określoną godzinę. Warto. Nawet bardzo. Są przeżycia! Och i jeszcze i można smacznie podjeść w grill barze Bunkier King (koło kasy). Nadziewana czosnkiem kiełbasa jest po prostu epicka.

Kopalnia Podgórze Kotlina Jeleniogórska

Kto czytał „Farmę lalek” Wojciecha Chmielarza pewnie poznaje te leżaczki – pozostałość po inhalatorium radonowym, której oparli się nawet złomiarze…

Hyc do Czech

A skoro byliśmy już tak blisko Czech, to głupio byłoby nie zajechać na obiad. Przekraczamy granicę na Malej Úpie (chyba najładniejsze przejście ever), uzupełniamy zapas czeskich specjałów w Trutnovie, a obiad jemy w restauracji U Bulánka (Batňovice 4, przy drodze do Nachodu). Wspominam o tym oczywiście nie bez kozery, bo jedzenie było fantastyczne, porcje zacne, a ceny rozsądne (można płacić kartą). W menu wszystko to, co z małżonkiem w czeskiej kuchni lubimy najbardziej: cesnaková polievka (U Bulánka serwowana w wersji na bogato z górą tartego sera, podsmażoną szyneczką i grzankami), svíčkova na smetaně i točená Kofola (czyli najlepsza, bo z nalewaka). I jeszcze fantastyczne szare kluski utopione w bryndzy oraz sporo innych dań.

Czechy U Bulanka

Kto by się oparł TAKIEJ zupie czosnkowej, no kto?

Żal było wracać do domu.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pomysły na weekendowe wypady. Nie tylko Polska


Komentarze Facebooka